Nie udało się uratować wilka, który pod koniec grudnia trafił z lasu w okolicach Bełchatowa do Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt Leśnych w Kole. Zwierzę, mimo kilkudniowej, intensywnej opieki weterynarzy i leśników, przegrało walkę o życie. Sprawa poruszyła nie tylko służby, ale i opinię publiczną – wszystko wskazuje na to, że wilk przez wiele godzin cierpiał, uwięziony we wnykach zastawionych przez człowieka.
Do zdarzenia doszło w końcówce grudnia, w miejscowości Zawały w gminie Bełchatów.
- 29 grudnia do bełchatowskiej policji wpłynęło zgłoszenie o psie przywiązanym do drzewa w lesie w miejscowości Zawały. Policjanci natychmiast udali się na miejsce wskazanym przez zgłaszającą. Na miejscu okazało się jednak, że nie był to pies, a wilk. Dzikie zwierze wpadło we wnyki ustawione przez nieznanego sprawcę - informuje asp. Marta Bajor z bełchatowskiej policji.
Jak się okazało, osoba zgłaszająca już wcześniej słyszała niepokojące odgłosy dochodzące z lasu. Kobieta, która zawiadomiła służby podkreślała, że niewykluczone, że wycie dzikiego zwierzęcia słyszała już dzień wcześniej, późnym wieczorem 28 grudnia, jednak dopiero rano dnia następnego, na spacerze z psem dokonała makabrycznego odkrycia.
- Zwierzę zostało zabezpieczone i przekazane pod opiekę leśników z Ośrodka Rehabilitacji w Kole. Samo miejsce zdarzenia zostało objęte czynnościami procesowymi policji. Przeprowadzono szczegółowo oględziny i zabezpieczono ślady. W tej chwili trwa dochodzenie, które ma ustalić sprawcę zdarzenia. Na ten moment nie została jeszcze wytypowana osoba odpowiedzialna za ustawienie wnyk - dodaje asp. Marta Bajor z KPP Bełchatów.
Dziś do policjantów z bełchatowskiej komendy, którzy pracują nad sprawą dotarła informacja o tym, że wilk nie przeżył. Zespół z Kola zdecydował o jego uśpieniu.
Wszystko wskazuje na to, że wilk próbował wydostać się z pułapki przez kilkanaście, a być może nawet kilkadziesiąt godzin. Był skrajnie wyczerpany. Nieoficjalnie wiadomo, że kora drzewa, do którego przymocowany był wnyk, była w znacznym stopniu zdarta – to kolejny dowód na długotrwałe i dramatyczne próby uwolnienia się. Leśnicy nie mają wątpliwości: zwierzę cierpiało okrutnie.
Od początku było jasne, że rokowania są bardzo ostrożne. Wilk miał głęboką ranę przedniej prawej łapy, która ugrzęzła we wnyku. Choć nie stwierdzono złamań, badanie dopplerowskie wykazało martwicę tkanek, będącą skutkiem długotrwałego ucisku i z pewnością walki o uwolnienie. Zwierzę otrzymywało leki przeciwbólowe, zespół weterynarzy z kolskiego ośrodka walczył o zachowanie kończyny, amputacja dla drapieżnika oznacza bowiem brak szans na powrót do życia na wolności. Dziś zdecydowano o rozwiązaniu ostatecznym...
Wilk jest w Polsce objęty ścisłą ochroną gatunkową. Oznacza to całkowity zakaz jego zabijania, okaleczania, chwytania oraz stosowania pułapek, w tym wnyków.
Dawniej w polskich lasach wilk występował powszechnie. Jego liczebność gwałtownie się zmniejszyła w XX wieku w wyniku wyniszczającej działalności człowieka, przez co ten duży drapieżnik niemal otarł się o wyginięcie. W 1998 roku jednak znalazł się na liście gatunków objętych ścisłą ochroną, dzięki czemu przez ostatnie ćwierćwiecze obserwowaliśmy stopniową odbudowę jego populacji. Obecnie w Polsce, według danych z 2023 może to być nawet 5 tys. (dane z GUS – 5046 sztuk).
Foto: Nadleśnictwo Piotrków Trybunalski